Godthab
Thule
Gjoa Haven
Cieśnina Beringa
Dutch Harbor
Biegun Północny

zdjęcie galeriazdjęcie galeriazdjęcie galeria
więcej zdjęć:
http://amundsen.pl

List Tomka Szewczyka (06.09.2006)



Jak każda miejscowość w tej pięknej okolicy, Cambridge Bay jest miejscem niezwykle osobliwym. Już na pierwszy rzut oka widać, że mieszka tu zdecydowanie więcej białych niż Inuitów. Chociaż ci ostatni są o wiele mniej dziwni, niż w Gjoa Haven, nie wspominając o Pond Inlet.

Nie wymagajmy od tego uroczego miejsca asfaltowych dróg. Miastu, które ma dwie szkoły, lotnisko, dwa supermarkety, pocztę i KFC można spokojnie wybaczyć ilość pyłu unoszącego się za każdym przejeżdżającym samochodem. Jak w każdym mieście na ulicach roi się też od dzieci. Zupełnie niedawno urocze maleństwa spaliły kościół i szkołę. Od tego czasu o 22.00 rozlega się syrena i wszystkie dzieci mają obowiązek być w domu - coś w rodzaju godziny policyjnej. Jednakże o wyjątkowości tego miejsca przesądzili ludzie, i nie mówię tu tylko o Garym Ramosie z Arctic Wanderer, który szykuje się na trzecie już zimowanie (widać mu się spodobało, a względy finansowe utwierdziły go w słuszności swojej decyzji, której nie zmieni pomimo dostaw polskiej mielonki ze Starego).

Pierwszą osobą, która zjawiła się na "Starym" po zacumowaniu był Willy, w skrócie właściciel lokalnych linii lotniczych Adler Air (6 samolotów w tym jeden odrzutowy). Willy urodził się w Nysie, przez lata wojny mieszkał w Niemczech, a w 1945 roku wyemigrował do Kanady, gdzie pracował jako mechanik okrętowy i tak spokojnie dorobił się własnych linii lotniczych, domu w Meksyku i Arizonie i całej gromadki dzieci i wnucząt. Mówi, że w samolotach zakochał się, kiedy B-17 bombardowały jego miasto... a ilości godzin w powietrzu nie chciał zdradzić, bo i tak byśmy mu nie uwierzyli. Dostaliśmy do dyspozycji samochód - pickup GMC 6,7 litra Diesel - tak, że miejsca wystarczyło dla całej załogi. Willy dbał o nasze wyżywienie, pokazał okolicę - stadko Wołów Piżmowych, swoje samoloty i poszedł spać, każąc zostawić samochód w porcie jak będziemy odpływać. Na szczęście jego wnuczka, zresztą najładniejsza bibliotekarka w Arktyce przyjęła wyrazy naszej wdzięczności. Drugą osobą był Michał - Polak pracujący w firmie budowlanej, realizującej zamówienia rządowe, zresztą innych tu nie ma. Zaopiekował się on załogą Nektona tak, jak Willy nami i zaraz potem poleciał do Warszawy.

W Cambridge Bay znalazła miejsce wiecznego spoczynku amundsenowska "Maud", która została odebrana wielkiemu Norwegowi za długi i przez lata służyła jako statek towarowy Hudson Bay Company. Obecnie legendarna HBC przyjęła nazwę Northern i jest największą siecią arktycznych supermarketów. Wrak "Maud" stanowił łakomy kąsek dla pokładowej grupy nurków technicznych, dlatego stworzyliśmy zespół eksploracyjny w składzie Dodzik, Skalma - nurkowie, Kostek - operator filmowy i ja - kierowca. Nurkowanie zajęło około pół godziny ze względu na zimna wodę i silny wiatr. Sam wrak, który niewiele wystaje ponad powierzchnię, pod wodą prezentuje się niezwykle okazale, w szczególności monstrualna winda kotwiczno-ładunkowa. W planie było jeszcze jedno nurkowanie, tym razem na wrak samolotu (sprawdzić typ), który rozbił się podczas lądowania w 1954 roku i został zrzucony z pasa startowego prosto do zatoki. Niestety Willy nie znał dokładnie miejsca jego zatopienia, a nas czas naglił. Jeszcze tylko szybki obiadek w Pizza Hut, wizyta na internecie w bibliotece (ach, ta wnuczka Willego) i można ruszać w stronę oddalonego o 5 dni płynięcia Tuktoyaktuk. Niespodziankę sprawiła nam przekładnia hydrokinetyczna Wola 3. Ten istny potwór z kabiny Frobishera przejechał niemal 180 mil wypijając jedynie 0,5 litra oleju do "heavy duty stuff". Na szczęście, jak podkręciliśmy obroty do 1600 rpm Ursus zaczął skowyczeć, kardan jęczeć, a Wola rzęzić i domagać się więcej płynów, uff... wszystko wróciło do normy.

Na wejściu do Coronation Gulf minął nas rosyjski statek wycieczkowy w odległości około 100 metrów, wołałem go przez UKF-kę dobre 10 minut, ale w natłoku atrakcji samotny jacht okazał się niegodny uwagi. Następnie był zestaw holowany z zaopatrzeniem do Cambridge Bay. O 21.30 UTC udało mi się połączyć z Robertem KB2PNM i Kaziem VA3KAS/mm z "Nektona". Robert miał jakieś zakłócenia i słabo nas odbierał. Mówi, że to pewnie przez piekarnik... co za radość, że na Starym go nie mamy.

Może jeszcze kilka słów o Frobisherze, zaliczanym w poczet dziesięciu największych badaczy Arktyki. Chłopak zrobił sobie wakacyjną wycieczkę w kierunku zatoki Hudsona, co wystarczyło, żebyśmy zgodnie ochrzcili deski znalezione na Fury Beach jego imieniem, podobnie jak miejsce ich składowania na "Starym".

Tomek Szewczyk, 2006-09-06

QNT Systemy Informatyczne
Godthab: Temp.: -3 °C Ciśnienie: 1010 hPa Wiatr: