Godthab
Thule
Gjoa Haven
Cieśnina Beringa
Dutch Harbor
Biegun Północny

zdjęcie galeriazdjęcie galeriazdjęcie galeria
więcej zdjęć:
http://amundsen.pl

Relacja Maćka Tomaszka

Właśnie ze Sławkiem zakończyliśmy kilkunastodniowy pobyt na lądzie. Mieliśmy chwile na odpoczynek od nurkowania, morza i jachtu. Będąc na ladzie spędziliśmy czas bardzo aktywnie. Odwiedziliśmy sześć krajów, przejechaliśmy: 2500 kilometrów autem 4x4, 1500 kilometrów busami, 300 kilometrów motorem, 100 kilometrów promem, pieszo nie wiadomo ile.

Na początek pojechaliśmy jeszcze wspólnie z całą załogą Starego do starej stolicy Gwatemali - Antigua, gdzie jeden dzień poświęciliśmy wchodząc na czynny wulkan Pacaya, można tam oglądać wydobywająca się z wulkanu lawę. Dalej pojechaliśmy już sami, pożyczając auto terenowe. Pojechaliśmy przez Gwatemala City do Rio Dulce, dużego jeziora przechodzącego w dużą rzekę/kanion spływający do Morza Karaibskiego. Wynajmując łódkę spłynęliśmy do Livingston i weszliśmy do jaskini z gorącymi źródłami. Nie tracąc czasu, nocą przejechaliśmy do znanego miasta Majów - Tical. Będąc blisko granicy z Belize niedługo zastanawialiśmy się, by tam pojechać. Musieliśmy jedynie pokonać problem przejazdu przez granicę pożyczonym autem (nie mieliśmy pozwolenia od wypożyczalni na opuszczanie Gwatemali). Polak jednak potrafi, po dokonaniu formalności jakby auto było nasze, wjechaliśmy do Belize, udając się do kolejnego miasta Majów Xunatunich oraz do Caracol Natural Monument - dużego rejonu krasowego obrywającego się 300 metrowymi wodospadami. Weszliśmy tam do jaskini Rio Frio - gigantycznej podziemnej rzeki.

Nocą, nie tracąc czasu, wróciliśmy do Flores w Gwatemali. Pomimo ambitnego planu, na cały dzień utknęliśmy na kilka godzin w Sayaxche, aż zespawają cieknący prom transportujący auta przez rzekę. Tego dnia przejechaliśmy przez miasto Caban, odwiedzając po drodze jaskinie Cueva de Chicoy i już późną nocą, pod eskortą dość pokaźnie uzbrojonej policji, dojechaliśmy do Lago de Aticlan, jeziora otoczonego wulkanami. Dowiedzieliśmy się, że w Gwatemali nocą nikt nie jeździ, bo jest bardzo niebezpiecznie... Cokolwiek to znaczy. Niestety z braku czasu nie udało się ze Sławkiem polatać nad jeziorem na paralotni, musieliśmy wrócić do Antiguy oddać auto. W szybkim tempie przejechaliśmy Salwador odwiedzając tylko stolicę i przez Honduras przeskoczyliśmy do Nikaragui. Tu postanowiliśmy spędzić więcej czasu.

Stolicę Managula opuściliśmy dość szybko, śpiąc jak się później okazało w najbardziej niebezpiecznym miejscu w całej Nikaragui. Stare miasto Granada okazało się bardziej przyjazne i bezpieczne. Tu postanowiliśmy ponownie podjąć próbę latania na paralotni, którą cały czas wieźliśmy ze sobą. Weszliśmy na kolejny wulkan Mombacho i niestety ponownie nie polataliśmy. Tym razem zbyt duży wiatr uniemożliwił nam start z wulkanu. Działając w szybkim tempie postanowiliśmy pożyczyć motory cross z pomysłem "Nikaragua na motorach". Z Granady promem przedostaliśmy się na wyspę Ometepe (dwa wulkany wyrastające prosto z jeziora Nikaragua).

Ten kraj i wyspa okazały się rajem dla motorów cross. Długie piaszczyste plaże i kręte ścieżki w dżungli dawały dużo radości z jazdy. Z wyspy próbowaliśmy promem popłynąć do San Carlos by spłynąć rzeką San Juan na Karaiby, niestety sztorm na jeziorze uniemożliwił wypłynięcie dość rozklekotanego promu, a następny był za trzy dni. Oddaliśmy motory i autobusem przemieściliśmy się do San Jose, stolicy Costa Rica, tam spędziliśmy noc, a następnego dnia pojechaliśmy do Golfisto, gdzie czekała na nas już załoga Starego. Teraz już w komplecie; przed nami droga do Panamy i kolejne nurkowania na Pacyfiku.

Maciek Tomaszek

QNT Systemy Informatyczne
Godthab: Temp.: -3 °C Ciśnienie: 1010 hPa Wiatr: