Godthab
Thule
Gjoa Haven
Cieśnina Beringa
Dutch Harbor
Biegun Północny

zdjęcie galeriazdjęcie galeriazdjęcie galeria
więcej zdjęć:
http://amundsen.pl

Relacja Andrzeja Kolona (17.07.2006)



(...) I tak dopłynęliśmy do owianego złą sławą Cape Farvel, tam kilka dni pohalsowaliśmy się pod wiatr 4-5, po czym zelżało, odkręciło i zwróciliśmy dziób w kierunku Narssassuak, gdzie mieliśmy odebrać Marka Sobieskiego, i gdzie niestety swój rejs kończyli Marek z Michałem oraz Ania.

Przed nami pojawił się następny problem. Z map lodowych jasno wynikało, że obszar 70 mil na południe od przylądka, jest pokryty lodem. Musieliśmy nadłożyć drobne 100 mil, żeby go ominąć. Na szczęście po drodze spotkaliśmy okręt duńskiej marynarki wojennej, który uraczył nas informacją, że pak przesuwa się już troszkę na wschód i możemy ściąć nasza trasę. Poza tym powiedzieli nam jeszcze, że "for our own safety", powinniśmy się połączyć z radiem Grenlandia na kanale 16 i podać im swoją pozycję, uaktualnianą co 6 h. Oni przekazują ją na bieżąco do grenlandzkiego Coast Guard'u, który to nas w swojej całej wspaniałomyślności będzie monitorował.

W każdym razie paku lodowego nie widzieliśmy na oczy, minęliśmy go w bezpiecznej odległości, za to już krótki czas po spotkaniu z okrętem wojennym, aż do samego Narssassuak towarzyszyły nam majestatyczne góry lodowe. Jazda była niesamowita.... 7 knotów wśród różnych kształtów i rozmiarów białych lub niebieskich kolosów. Krajobraz jak z bajki urozmaicały zaśnieżone szczyty Grenlandii, które śmiało można by porównać do naszych swojskich Tatr zimą.

W Narssasuak - jednym z dwóch miast posiadających na Grenlandii lotnisko międzynarodowe... czekało nas gorzkie rozczarowanie. Oprócz pasa startowego, hotelu i kiosku z fajkami nie było tam nic: ot, zadupie, jakich na świecie mało, ale z międzynarodowym portem lotniczym. Trzeba przyznać, że panował tam niezły ruch: startowały i lądowały awionetki, helikoptery woziły turystów, a co jakiś czas przylatywał wielki odrzutowiec wysadzając spragnionych przygód turystów i zabierając tych, którzy już dostali w tyłek w tej surowej krainie. Nasza załoga ewidentnie należała do tego drugiego typu... Wszyscy mieliśmy kompletnie dosyć. Stać nas jeszcze było na napompowanie pontonu, założenie silnika i pobawienie się w gonitwę między pływającymi odłamkami gór lodowych. Wieczorkiem wykąpaliśmy się, podjechaliśmy do najbliższej górki lodowej, z której odłupaliśmy spory kawał lodu. Przy świetle księżyca, już w komplecie razem z Markiem Sobieskim, żłopaliśmy "Black Label" z kunsztownie pochlastanym tysiącletnim lodem z lodowca, opowiadając morskie opowieści z ledwo co zakończonego rejsu.

Skończył się pewien etap... Pożegnaliśmy Marka, Anię i Michała, przyjęliśmy na pokład Marka Sobieskiego i teraz, już w 4 osoby, czekał nas malowniczy rejs wzdłuż zachodnich wybrzeży Grenlandii. Rejs przebiega bez większych problemów. Raz tylko musieliśmy się chować w małej wiosce rybackiej przed sztormem. Oprócz tego podpłynęliśmy na pól mili do jeziora lądolodu Grenlandzkiego.

Aktualnie, kończąc ten list, znajdujemy się 2,57...2,56 mili od stolicy Grenlandii NUUK, tudzież GOTHAB. Jest ładna pogoda, choć zimno jak jasny pierun, ale do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Zaraz będę musiał lecieć na pokład i klarować cumy do podejścia... ot, takie uroki żeglarstwa, ale za to może i w tym porcie uda nam się od rybaków wydębić świeżego dorszyka na kolacyjkę, mmmmm. Już nie mogę się doczekać prysznica - ostatni raz kąpałem się jakiś tydzień temu. Oczywiście nie ma mowy o przebieraniu bielizny, no bo po co, skoro się nie kąpałem, ot taka żeglarska filozofia.

Jakie piętno na mnie odcisnął Północny Atlantyk? Ano straciłem z kilkanaście kilo wagi i jestem chudy jak szczapa. Oprócz tego z każdą awarią tudzież sytuacją stresową, przybywało mi troszkę siwych włosów, a słona woda i piekące północne słońce, dodało mi na twarzy troszkę świeżych zmarszczek. Słowem, postarzałem się odrobinę - no cóż, takie życie. Na szczęście nie jestem sam - Jendroszczowi z tych samych powodów ubywa coraz więcej włosów na głowie hheheeh, więc się nie stresuję.

Przyzwyczaiłem się również do chronicznego niewyspania, zmęczenia przechodzącego w pewien rodzaj dziwnego stanu otępienia, który następnie procentuje jakimiś głupimi myślami, od których pozornie nie sposób się uwolnić. Kto spędził trochę czasu na morzu będzie wiedział o co chodzi. Ale na wszystko jest lekarstwo... sen, dobry posiłek i prysznic. Czy aby na pewno???

QNT Systemy Informatyczne
Godthab: Temp.: -3 °C Ciśnienie: 1010 hPa Wiatr: